No. Odechciało mi się. Koniec bloga, a figę :P
Mam swój pamiętniczek hm... namacalny, papierowy :P
Będę wpadać do was.
No to pa ;)
pepermint 2005-05-09 19:22:56
skomentuj (71)
Jak kochać, to księcia.
Jak kraść, to miliony.
Jak płakać, to ze szczęścia.
Jak śpiewać, to głośno.
Jak biec, to szybko.
Jak patrzeć, to widzieć.
Jak słuchać, to słyszeć.
Jak kłamać, to dużo.
Jak malować, to z rozmachem.
Jak tańczyć, to ostro.
Jak spać, to krótko.
Jak żyć, to mocno.
Zdecydoanie za dużo przeklinam. Zdecydowanie za mało patrzę w niebo.
Zapamiętać:
Nie przeklinać, w niebo patrzeć.
W swojej bezdennej głupocie zamaist jechać z rodzicami na jakąś wieś straszną, zostałam z babcią na 4 dni. KURWA MAĆ.
pepermint 2005-05-01 17:19:50
skomentuj (25)
Kochamy się. Ja i stresik. Chociaż ja chyba jego ciut mniej, niż on mnie... No, ale skoro już mam go na stałe i na każde zawołanie, to się muszę przyzwyczaić. Aczkolwiek nie narzekam. Stresik mój bywa twórczy, artystyczny, nawet biega szybko. Niestety najczęściej to on jest wściekle głodny. Wczoraj tak samo. Po powrocie ze szkoły go na szczęście nie zastałam. Krzystając z okazji zasnęłam snem sprawiedliwego i śpiąca pozostałam do godziny 20.00 (mein Gott...). Wraz z telefonami i smsami typu: "powodzenia słonko, trzymamy kciuki za Ciebie" radośnie przybiegł stres. Siedziałam na fotelu mokra, obwiązana ręcznikami i wcinałam śledzie w śmietanie (których szczerze nienawidzę) i zapijałam czerwonym winem. Na koniec jeszcze popchnęłam to wszystko serkiem wiejskim i zatopiłam się w lekturze typowo babskiej literatury. Koło godziny 23.00 ulożyłam się wygodnie w barłogu swym, czytałam dalej, a Joe Cocker mi śpiewał (Juuuu ar sooooł bjutiful... tu miiii). Muszę przyznać, że bardzo sugestywnie śpiewał i aż mnie trochę podbudował :P Po 1.00 poszliśmy ze stresem spać, bo worków pod oczami nie lubimy (zwłaszcza takich, w których można schować fortepian). Cholerny budzik nie zadzwonił, ale troskliwy stresik obudził mnie w porę buziaczkiem w nos zapytując, czy aby na pewno wszystko umiem. Otóż: Nie.
***
Ale teraz radosna jak prosiaczek w deszcz jestem, bo już po. Stwierdzam jedno: Łaaaaatweeeeeee. A tak straszyli, dranie :P
***
Jutro mat-przyr. Będzie hardkor.
c.d.n.
***
ciąg dalszy następuje.
Hm... No, ciut mi chyba nie poszło ==' Zadania w rzeczy samej proste, ale tu mi się nie pomnożyło, tu mi się nie odjęło i dupa jasiu :| Ale jestem dobej myśli. No, będzie tego :)
Ale juz po już po już po już po wszystkiiiiim. Ihahahaahahahhaa. Muuuuuahahaha. Hihi. No.
*konwulsyje*
Iga, dziecko genialne, sparzyło sobie rączkę. Fuck. Fuck. Fuck. Przez całe życie tyle nie nawyzywałam, jak wczoraj rano. Panienki z dobrych domów tak nie robią. Widocznie one nie. Ja owszem.
Jak przyjdę, to będę. Mua :*
pepermint 2005-04-26 15:01:29
skomentuj (22)
Trochę tu bajzlu przez dłuższy czas będzie...
No.
pepermint 2005-04-16 21:17:32
skomentuj (27)
Rodzinny obiad. Przy stole od lewej:
ja, babka, Łojciec, Mateńka. A pod stołem pałęta się gdzieś Mały Brat. Jemy. I cisza. Ciszaaaaa. Nagle babka się do mnie odwraca i wpada w zachwyt. Szkoda, że nie był to niemy zachwyt.
- Aach, Iga! Jaką ty masz piękną cerę! No zupełnie jak JA! Ty się nigdy nie zestarzejesz!
Na co zbaraniałam, bo obdarzyłam babkę przelotnym spojrzeniem a tu co? Taaaakie zmaaaaarszczki, bruzdy, raczej nieciekawie. No więc siedzę zbaraniona(?), wiem, ż zaraz parsknę. Niedobrze Niedobrze Niedobrze. KUBEK! Ha, złapałam się za kubek i schowałam za nim, udając że piję, przy czym oczka to mi się zrobiły wielkie jak spodki. Rozglądam się asekuracyjnie sugestywnym spojrzeniem błagając rodzinę o ratunek w postaci błyskawicznej zmiany tematu. Ech, żadnego wsparcia ==' Matka tak się zajęła mięskiem swoim, że prawie talerz przekroiła, a potem perfidnie zwiała do kuchni, a Łojciec (który zresztą babki nienawiżu) chichotał w kotleta. No i masz. Paaaaarsk. Zakrztusiłam się. Babka jest śmiertelnie obrażona, a Łojciec co mnie widzi, to zaciera ręce, przybija piąteczkę (ewentualnie JEB! mi w plecy) i jeszcze automatycznie mu się banan na buźce pojawia. Wyprowadzam się.
***
13.04.05
Obchodziliśmy w szkole 65 rocznicę mordu katyńskiego. Pojechaliśmy na uroczysty apel poległych do kościoła, w którym ołtarz nawiązuje do tych wydarzeń. Jest ogromny obraz Matki Bożej Kozielskiej otoczony przez na moje oko drewniane płaskorzeźby przedstawiające świętych. Mnie się bardzo podoba. Po apelu (pięknym zresztą) już mieliśmy wychodzić, kiedy Schwester zarządziła W TYŁ ZWROOOT! Chciała, cobyśmy rozpoznowali tych świętych. No i w tej gromadzie stał też św. Józef z lilią w ręce. No i Schwester kieruje pytanie do takiej hm... 'wybitnie inteligientnej' laski. Dziewuszka zadziera głowę do góry. Patrzy. Patrzyyyy... Przechyla łepetynę na prawo, na lewo... Nagle - błysk w oczach, radość na obliczu:
- Święty Narcyz!
Oł.
***
Mój jeż podwórkowy żyje i ma się dobrze :) Ostatnio się był pojawił, przemaszerował przez plac i czmychnął między ojca najulubieńsze krzaczki ozdobne.
***
Wyżywam się artystycznie lejąc wosk po butelkach. Sikam przy tym po nogach ze strachu, albowiem się boję ognia ==' Ale wychodzi pięknie. Spróbujta. Wazonik że nic, tylko się rozpływać nad nim. Ale proszę się nie rozpływać nadmiernie, bo spłynąć się z powortem łatwo nie jest.
***
Ech.
Wiosna :)
***
"Wymagaj od siebie, nawet jeśli nikt od ciebie nie wymaga."
Jan Paweł II
Staram się. Staram, wiesz? Choć teraz chyba bardziej.
pepermint 2005-04-15 17:20:22
skomentuj (7)
***
Szablon baj mi